Wyzwanie: ratunek zhakowanego kodu strony + diagnoza przestarzałej technologii + finalnie: stworzenie nowej strony WWW
Rozwiązanie: WordPress + dedykowane wtyczki
Czas wdrożenia: 2 tygodnie (od momentu zgłoszenia się klientki do wdrożenia nowej strony)
Historia klientki
Pani Agnieszka 10 lat temu założyła w Warszawie teatr dla dzieci. To wyjątkowe miejsce nie mogło działać bez strony internetowej. Strona powstała i przez wiele lat skutecznie umożliwiała sprzedaż biletów. Ponad 3000 spektakli później przyszedł informatyczny kryzys, który sparaliżował pracę teatru.
Na czym polegał problem?
Strona została zhakowana. Ktoś regularnie infekował kod strony, który zamieniał ją w jeden wielki bilbord reklamowy. Strona Pani Agnieszki przypominała duże portale, na których reklamy wyskakują z każdego miejsca.

Standardowe reklamy, które znamy, mają krzyżyk – można je łatwo zamknąć. Te zainfekowane reklamy są trudniejsze w zamknięciu. W praktyce strona WWW nie nadawała się do zamawiania biletów, a tym samym nie spełniała swojej roli i nie przynosiła zysków. W tak krytycznym stanie trafił do mnie pacjent.
Dlaczego do mnie, a nie do programistów, którzy napisali tę stronę? W ciągu tych 10 lat firma programistyczna urosła i zmieniła technologię. Odpowiedź była jednoznaczna: już nie zajmują się takimi projektami jak sklep Pani Agnieszki.
Tak, technologia też może się zestarzeć. To trochę tak, jak z częściami wymiennymi do ekspresu do kawy sprzed 20 lat, których nikt już nie produkuje. Co dalej?
Szybkie zażegnanie kryzysu i plany na przyszłość
Po otrzymaniu dostępu do hostingu i serwerów zaplanowałem pracę w 2 krokach. Postawiłem sobie dwa cele:
- krótkoterminowy – rozwiązać problem reklam (coś, co zadziała szybko i chociaż na jakiś czas),
- długoterminowy – zaproponować coś na stałe (naprawić obecny sklep lub zaproponować stworzenie nowego z odpowiednimi funkcjonalnościami).
Pierwszy cel zrealizowałem dość szybko. Po godzinie informatycznych zaklęć stworzyłem skrypt, który co 15 minut podmieniał zainfekowany kod na czysty. Reklamy zniknęły, co znaczyło, że bilety są w sprzedaży, a weekendowe spektakle są uratowane. Pacjent odżył.
Rozwiązania na stałe nie dało się załatwić w godzinę. Jak tylko zobaczyłem kod strony, wiedziałem jedno: tę stronę trzeba napisać od nowa.
Data ważności w świecie informatycznym jest krótka. 10 lat to prehistoria. Idąc tym tropem, strona Pani Agnieszki pamiętała informatyczne dinozaury!
Dlaczego? Okazało się, że na rynku nie ma specjalistów, którzy znają tę technologię, a koszt podniesienia jej do nowszej wersji przewyższa stworzenie strony od nowa. Decyzja zapadła.
Zaczynamy od początku – rozmowa
Przed wbiciem pierwszej łopaty czy kliknięciem pierwszego entera, powinniśmy określić, co chcemy osiągnąć i jakie funkcje są dla nas ważne. Co ma się konkretnie dziać na stronie – krok po kroku – i dlaczego tak, a nie inaczej.
Najtrudniejszą rzeczą w projektach informatycznych jest przetłumaczenie potrzeb klienta na język informatyków i odwrotnie.
Z mojego doświadczenia wynika, że wiele projektów tego typu się nie udaje albo nie spełnia oczekiwań klienta, bo na początku zbyt mało czasu poświęca się na rozmowę. Ja działam inaczej. Zawsze zaczynam od poznania specyfiki projektu.
Niech za przykład z tego projektu posłuży funkcjonalność przenoszenia biletów pomiędzy spektaklami. W przypadku biletów do kina jest zbędna. Klient, zazwyczaj osoba dorosła, kupuje bilet dla siebie. Jeśli się rozchoruje, po prostu nie przyjdzie. To standard, który znamy.
U Pani Agnieszki ta funkcjonalność była bardzo wysoko na liście potrzeb. Dlaczego? Dzieci chorują, zwłaszcza małe. To przypadek losowy, dlatego Teatr Małego Widza bez problemu przenosi bilety na inny spektakl w dogodnym dla rodzica terminie.
Co można zrobić lepiej?
Poprosiłem Panią Agnieszkę o specyfikację realizacji sprzed 10 lat. W końcu potrzeby po jej stronie się nie zmieniły, tylko narzedzia się przestarzały. To była podstawa projektu. Potem zapytałem, czy w ciągu ostatnich lat pojawiły się takie momenty, gdy myślała: „Dobrze by było, gdybym na stronie mogła…”. To zawsze dobra opcja do poszukiwania zmian.
Bingo. Stworzyliśmy listę potrzeb i przedyskutowaliśmy każdy punkt. Zacząłem działać. Dobra specyfikacja to połowa sukcesu. Łatwiej wtedy znaleźć rozwiązania, a później już tylko prosić o dostęp tymczasowy i zacząć testować. Cały proces zajął mi tydzień.
Wybór najbardziej korzystnych rozwiązań
Szukałem uniwersalnego i łatwego w obsłudze narzędzia. Postawiłem na trzy elementy. Wybór padł na WordPress, który stał się silnikiem tej strony WWW. Do tego dwie wtyczki:
- WooCommerce – zamienia WordPressa w sklep internetowy,
- The Event Calendar/Ticket – z WordPressa i WooCommerce tworzy narzędzie do sprzedaży eventów.
Dlaczego WordPress? Jest na rynku od 2003 roku, czyli 20 lat. Ludzi, którzy się na tym znają, jest sporo. W razie jakiegokolwiek problemu Pani Agnieszka z łatwością znajdzie specjalistę, który zajrzy „do środka” i naprawi, co trzeba.
Dodatkowo zależało mi na stabilności projektu. Wybrałem taki, który idzie z duchem czasu i będzie na bieżąco aktualizowany, zgodnie z najnowszymi trendami.
Kurtyna w górę – wdrożenie zmian na stronie
W parę dni powstał projekt sklepu internetowego, który trzeba było zapełnić treścią (opis spektakli) oraz przetestować (płatności, wysyłka maili z powiadomieniami itd.). Po tych intensywnych testach mieliśmy gotowy projekt, który można było umieścić pod oryginalnym adresem: teatrmalegowidza.pl.
Wybór padł na niedzielną noc (po ostatnim spektaklu). W poniedziałek o 11:00 nowa strona ujrzała światło dzienne i przywitała pierwszych użytkowników. Nowa odsłona tej strony z powodzeniem działa do dzisiaj.
Masz podobne problemy? Nie wiesz, co zrobić ze stroną, która nie spełnia już potrzeb Twojego biznesu? Napisz do mnie. Wspólnie znajdziemy rozwiązanie.